Wydarzenia

Miałem sen. Obudziłem się 1 stycznia. Świat za oknem w moim mieście był zupełnie inny. Moja pamięć i percepcja odtwarza zupełnie inne obrazy. Pomyślałem więc, będzie ciekawie. Nie boję się nowości, od długiego już czasu. Kiedy za młodu goniłem między jaskiniami i uciekałem od ogromnych wielkości zwierząt to było coś. Walka o byt i jedzenie. Coś trzeba było upolować a czasu nie było, aby zbyt dużo myśleć. Trzeba było działać.

Zobaczyłem za oknem moje piękne miasto. Widziałem dzieci z rodzicami, które maszerowały do szkoły z uśmiechem na twarzy, by nauczyć się potrzebnych umiejętności. Kot sąsiada jak zwykle podniósł swoje oczy do słońca i zakomunikował wszystkim bez odrobiny wstydu swoje magiczne słowa: „miau”. Czyli krótko mówiąc: „dzień dobry”. Słyszeli to wszędzie, nawet za rzeką, gdzie zwykle nie było nikogo, ale od dłuższego czasu, przeważnie w weekendy spotkać tam można mnóstwo ludzi, którzy uczęszczali szlakiem górskim na szczyt, aby podziwiać widoki na swoje ukochane miasto jak i cały region.

W mieście było bardzo czysto. Na każdym kroku stały pojemniki na śmieci. Szczególnie w centrum miasta. A niepuste już ulice, które uzupełniały się naszymi wymienianymi między słowami i łokciami z ludnością obcojęzyczną budziły zachwyt. Coś przyciągało tych ludzi. 1 stycznia zobaczyłem, że jesteśmy inni, jesteśmy lepsi, zaczęło nas to obchodzić.

1

Przestaliśmy czekać na cokolwiek. Stara przywara, gdzie każdy mówił „poczekamy zobaczymy” zakręciła swój kompas w charakterystycznym skrawku globusa między wschodem a zachodem kontynentu. Widziałem bowiem ludzi, którym chciało się chcieć. Widziałem, jak młodzież umawiała się na zajęcia pozaszkolne, na treningi w swoim klubie sportowym.

Odwiedziłem jeden z klubów fitness. Tam płeć piękna w większości. Panie ćwiczyły, aby poprawić swoją sylwetkę, aby po prostu się uśmiechnąć. A na osiedlach, gdzie między  blokami stały place zabaw tętniło życie. Rodzice z najmłodszymi pociechami aktywnie spędzali wolny czas. A seniorzy, którzy jeszcze pamiętają, że mogą być potrzebni udzielali się w Domu Kultury, udzielali korepetycji ze swoich przedmiotów, na których zbudowali wcześniej swoją karierę. Dzielili się swoją wiedzą, która nie straciła na znaczeniu.

Przed moimi oczami zajechał autobus z młodzieżą z lokalnego klubu sportowego. Śpiewali piosenki na swoją cześć i miasta w którym mieszkają. Zdobyli Mistrzostwo Województwa i teraz mają drogę na krajowe zawody. Wiedzą, że dostaną wsparcie od Urzędu Miasta i będą się rozwijać, aby w przyszłości pomóc w rozwoju swojej lokalnej społeczności. Słyszałem jak śpiewali: „tu mi dobrze, tu zostaję, nigdzie nie wyjadę”.

Aż po chwili ocknąłem się jak porażony prądem. Na twarzy poczułem zimną wodę. Obok stał mój przyjaciel i wtrącił swoje pięć groszy: „Zamykają nam most. Nikt nie wie, kiedy znowu otworzą”. No to po tych słowach się obudziłem już na pewno.

Autor: Sławomir Brak