Wydarzenia

W każdą środę, co tydzień w żywieckim Janosiku filmy dla tych, którzy lubią mądre emocje. Przed komercją można schować się w kinie.

Różni ich wiek, wykształcenie, czasami filozofia wartości. Łączy zbiorowy głód tego, co niszowe, oryginalne, artystyczne. Nie boją się sztuki filmowej, która wymaga od nich myślenia, czasami przełamywania schematów.
- To kino, które ma wywoływać emocje. Dobre, czasami złe, ale takie, o których się rozmawia – mówi Magdalena- Kidoń Staszek, kierownik Janosika. 
Żywiecki Dyskusyjny Klub Filmowy jest dla każdego, bez ograniczeń. Po co powstał? - By pokazać kino światowe, ambitne, niskobudżetowe. Ale także odczarować Hollywood. Staram się dobrze odżywiać naszych widzów- uśmiecha się Magdalena Kidoń Staszek, a kulinarne porównanie wcale nie jest tu bezpodstawne. Bo przy doborze filmów ważny jest także smak. Wspólnie z filmoznawcą Pawłem Dudą, który zapewnia, że „ od dziecka zjada zęby na filmach” opiekują się zatem Klubem ze smakiem. Wiedzą jak zaskoczyć, jak rozbudzić ciekawość, jak w końcu dotrzeć do odbiorcy. I docierają, bo już pół godziny przed rozpoczęciem ostatniego seansu w holu kinowym Janosik było naprawdę tłoczno. Wśród widzów między innymi licealistki z LO im. Kopernika Agnieszka, Asia i Julka. Przychodzą co tydzień, bo przecież „ ile można rozmawiać o chłopakach? O filmach potrafią dyskutować godzinami. - To taka odskocznia od codzienności - mówi jedna z dziewczyn. Przyszła i pani Teresa - w ciągu dnia etatowa rehabilitantka wieczorami oddana kinomanka:
- Oglądam wszystko jak leci – twierdzi. - Nawet komedie romantyczne. Na DKF przychodzi zobaczyć ambitniejsze filmy, często te, które prawie bezszelestnie przechodzą przez świat multipleksowych sal kinowych. Emerytury nie boi się spędzać w kinie Pani Elżbieta Suchońska, która dodaje ze śmiechem: Kino to miejsce, w którym nie czuje aż tylu lat. 
W żywieckim Klubie Filmowym odbiorca staje się zaopiekowanym domownikiem, pasjonatem i wojownikiem na argumenty. Temperaturę projekcji podnosi bowiem dyskusja, do której zapraszają organizatorzy pokazów. To szermierka gustów, odczuć i całkiem przyjemna gimnastyka umysłu asekurowana przez prowadzących. Chcecie się przekonać?

Autor: Gabriela Kachel